nie myśle o czym pisze. nigdy się nie zastanawiałem dokładniej co napisać. napewno nie tutaj. wszystko pisze jakby od siebie, z głowy, samo wychodzi ze mnie bez popychania i grzdyrania w przyłbice. czasem cofne się wzrokiem jak już pierdole za bardzo bez sensu, ale zazwyczaj staram się toczyć bez postojów. kupy i inne są nieuniknione, nie ma się wyboru, to znaczy jest jeden, najsensowniejszy i najbardziej odpowiedni do zastosowania. wstać i pójśc zrobić to jak należy. leją się ze mnie słowa może i pełne wielu znaczeń, ale zapewne bardzo nie zrozumiane. rzeczy nie działają jak powinny kiedy nie poświęca im się uwagi zaraz po tym jak się je zrobi, przynajmniej ich większość. ale czy to ma sens starać się kiedy i tak nikt inny o to nie dba? nie, raczej nie. nie trzeba być idealnym, nie da się zresztą. nienienienienie nie nie nie, lubie nie, te wszystkie negatywne znaczenia w jedyn słowie. a spierdalaj, też działa, działa tak samo jak wypierdalaj i pieprz się, działa jak wiele bardzo nowoczesnych i popularnych słów. a ja wole nie, pierdolić resztę.
jestem zniszczony psychicznie, sam siebie niszczę. niedługo, myślę, nie będzie już co niszczyć i wtedy przejde do innych sposobów. puki co idzie mi dobrze. ale to nie moja wina. że ja niby się chce niszczyć? że to jest fajne? nie, są powody ku temu, i to nie ja zaliczam się do tych powodów.
mógłbym pisać dalej, nie wiem o czym i po co, ale mógłbym. jednak te kierunki moich tematów nie muszą być tymi o których wszyscy wiedzą.